Tego widoku pracownicy Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego raczej się nie spodziewali. Jeden z ojców bernardynów miał opalać się całkowicie nago na dachu klasztoru przy ul. Sokoła w Rzeszowie. Problem w tym, że dach doskonale widać z okien urzędu.
Jak informuje portal toRzeszów.pl, o nietypowej „sesji słonecznej” redakcję poinformował czytelnik, który przesłał zdjęcie zakonnika. Później pojawiło się także nagranie. Inny świadek miał potwierdzić, że sam widział duchownego opalającego się w stroju, którego zdecydowanie nie da się nazwać formalnym.
Zdjęcie szybko zaczęło krążyć w mediach społecznościowych. Jedni się śmieją, inni są oburzeni, a jeszcze inni zastanawiają się przede wszystkim nad jednym: naprawdę nie było tam lepszego miejsca na opalanie?
Według informacji przekazanych portalowi nie miał być to jednorazowy przypadek. Zakonnik miał już wcześniej korzystać z dachu w podobny sposób.
Bernardyni: sprawa zgłoszona na policję
O sprawę zapytano gwardiana rzeszowskiego klasztoru, o. Marcelego Gęślę. Odpowiedź była krótka: „Sprawa jest zgłoszona na policję”.
Nie wiadomo, kto dokładnie złożył zawiadomienie ani czego ono dotyczy.
Policja wskazuje natomiast, że nagość w miejscu widocznym dla innych osób może w określonych okolicznościach zostać uznana za wykroczenie. Wszystko zależy m.in. od miejsca, jego widoczności oraz reakcji osób, które znalazły się w zasięgu wzroku.
Czyli lekcja na upalne dni jest prosta: jeśli jesteś zakonnikiem i szukasz miejsca do opalania, sprawdź najpierw, czy Twój „prywatny” dach nie znajduje się naprzeciwko urzędu wojewódzkiego.

Niech pracują a nie rozglądają się po dachach . Setki spraw są opòźnione.
Wiecie jak ciepło pod habitem w upalny dzień? Chyba można trochę pogolasować 😀