Dalej kręcimy się przy temacie zadowalania innych. Mechanizm życia, aby być człowiekiem, który tylko zadowala innych będzie męczący. Pracować nad tym to naprawdę ciężkie i wymagające zadanie, ale potrzebne i zdecydowanie wartościowe. Dziś chciałbym pokazać, dlaczego warto podjąć te walkę, większą niż mieli Polacy z Krzyżakami pod Grunwaldem.

Namiastka akceptacji i miłości, jaką się dostaje przy zadowalaniu innych jest niczym w porównaniu do prawdziwej akceptacji i miłości. To tak, jakby człowiek jeździł maluchem a w garażu stało Audi A7, zupełnie inny komfort, bezpieczeństwo i radość z jazdy.

Trudne to zadanie, gdyż pokazanie prawdy o sobie zawsze kosztuje. Niektórych wręcz może przerażać. Bo jeśli ktoś Cię nie polubi, takim jakim jesteś naprawdę? A jeśli ktoś się odwróci i odejdzie? Porzuci Ciebie? Niektóre lęki mogą mieć swoje mocne uzasadnienie. Przecież niekoniecznie wszyscy muszą czuć do Ciebie miętę albo chemię po pierwszej rozmowie. Nie wszyscy rzucą się nam na szyje i zostaną przyjaciółmi. W zasadzie, większość ludzi będzie kręciła swoją bajkę i będzie chodzić swoimi drogami, które nie koniecznie już będą mieć wspólny etap z nami. To może być ogromny minus. Ale jednocześnie stwarza to zaskakujący plus. Znajdą się bowiem osoby, które będą podobne do nas, a nasz świat uznają za cudowny odpowiednik swojego, w którym będą towarzyszami. Będą nimi, nawet gdy usłyszą nie, albo usłyszą to co myślimy. Dlaczego tak się stanie? Bo ludzie lubią żyć przy innych ludziach, którzy są prawdziwi i autentyczni, ludziach, którzy odrzucają maski. To właśnie oni są materiałem na wieloletnie relacje, tworzone w szczerości i na zasadzie wsparcia.

Takie relacje w wielu wypadkach stanowią budulec własnej oceny i poczucia wartości, bo są to autentyczne relacje. Każda relacja w której czujemy się sobą da nam multum pozytywnych emocji o nas samych, miłości do siebie samego, niż pochwała z powodu bycia bezproblemowym czy podziękowanie za poświęcony czas.

Jak przestać zadowalać innych 3- felieton ks. Damiana Ziemby
www.pixebay.com

Oczywiście, głównym wyznacznikiem naszego życia nie mogą być relacje do drugiego człowieka. Z własnego doświadczenia wiem, że tak naprawdę chodzi o dwie inne relacje, dzięki którym będzie można później zbudować dobre relacje z innymi. Jakie?

Pierwszą relacją jest relacja do Boga. Bóg, który nas stworzył, dając nam życie, nie może być pomijany. Inaczej zawsze będzie to rzutowało na nas: psychicznie, duchowo czy osobowościowo. Tak jak w domu źle się czujemy, gdy odrzucamy rodziców, a widujemy ich na co dzień, tak w życiu, gdy nie będzie odpowiedniej relacji z Bogiem, poukładanej i przeżywanej, będzie męczyło. Zresztą skoro Bóg nas stworzył, to wie jacy jesteśmy naprawdę. Rozmawiając więc z Nim, można odkryć prawdę o sobie samym, kim się jest naprawdę.

Druga relacja, równie ważna to relacja nas do nas samych. To z sobą spędzamy najwięcej czasu w ciągu naszego życia. Dlatego praca nad sobą: zranieniami, które w nas są, muszą być dotknięte i uzdrowione. Nigdy żaden żołnierz nie będzie dobry, jeżeli będzie cały czas walczył i będzie kontuzjowany. Tak samo w naszym życiu, jeżeli mamy walczyć o siebie, swoje zbawienie i dobro, musimy być w formie, bez zranień.

Można ulegać teraz wrażeniu, że jak to poukładamy to będziemy idealni. Nie, nie będziemy. Ale te relacje, które ułożymy, pomogą ułożyć relacje z innymi ludźmi. Poukładane relacje pomogą budować i odnajdywać miłość i akceptację samego siebie.

Co zatem zrobić na teraz? To praktykowanie bycia sobą. Bycie sobą to konsekwencja codziennych decyzji, od tych najmniejszych, gdy ubieram zielone skarpetki do czarnych spodni, bo mi się podobają, po te większe, jak śmiech z żartów które mnie bawią a nie koniecznie otoczenie, to wypowiedzenie swojego zdania, gdy wszyscy inni mówią zupełnie coś innego. To powiedzenie nie, gdy ktoś prosi o pomoc, albo powiedzenie o swoich uczuciach.

Co z tym zrobić dalej o tym w następnym, ostatnim artykule z tej serii.

1 KOMENTARZ

  1. “Bo ludzie lubią żyć przy innych ludziach, którzy są prawdziwi i autentyczni, ludziach, którzy odrzucają maski. To właśnie oni są materiałem na wieloletnie relacje, tworzone w szczerości i na zasadzie wsparcia.”
    Czy na pewno ks. Damian wieży i stosuje to stwierdzenie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Proszę wprowadzić imię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.