Czy szpital jest miejscem na polityczne demonstracje? To pytanie warto zadać po niedzielnej pikiecie przed Szpitalem Specjalistycznym w Jaśle. Niewielka grupa protestujących sprzeciwiała się przerywaniu ciąży, a wydarzenie szybko przerodziło się w kolejną odsłonę sporu, w którym więcej jest emocji i oceniania innych niż spokojnej rozmowy o prawie, medycynie i rzeczywistości pacjentów.
Są takie chwile, kiedy trudno oprzeć się wrażeniu, że emocje całkowicie wypierają refleksję. Szczególnie wtedy, gdy ktoś wybiera szpital jako miejsce do prowadzenia polityczno-religijnej wojny. Gdyby uczestnicy niedzielnej pikiety przed Szpitalem Specjalistycznym w Jaśle zostali na chwilę obciążeni nieprzyjemnym ciężarem refleksji, być może zadaliby sobie kilka prostych pytań.
Czy szpital, czyli miejsce, do którego ludzie przychodzą po pomoc, zmagają się z chorobą, bólem i strachem, jest najlepszą przestrzenią do organizowania światopoglądowej manifestacji? Czy osoba jadąca na badanie, zabieg albo konsultację naprawdę potrzebuje dodatkowo przechodzić przez polityczny spektakl? Czy modlitwa wymaga scenografii w postaci szpitalnej bramy i publicznego wywierania presji na osoby znajdujące się w jednej z najtrudniejszych sytuacji życiowych?
Najwyraźniej dla części osób odpowiedź brzmi: tak.


Dzisiaj, 12 lipca, przed jasielskim szpitalem pojawiła się niewielka grupa przeciwników przerywania ciąży. Wydarzenie miało charakter polityczno-religijny, a jednym z jego uczestników był lokalny działacz Konfederacji Mateusz Ruszaj, który wcześniej w mediach społecznościowych alarmował o rzekomej „zgrozie w jasielskim szpitalu”.
Mateusz Ruszaj, który stał się jednym z głosów tej akcji, w swoich publicznych nagraniach bez oporów przeniósł lokalny spór w rejony demoniczne:
– Dalej uważasz, że Podkarpacie to najbezpieczniejszy region dla nienarodzonych dzieci? To niestety muszę wyprowadzić z błędu. (…) To jest ten niechlubny jeden przypadek na Podkarpaciu, w którym dokonuje się zbrodni. Szanowni Państwo, w samym tylko 2025 roku, jak donosi oficjalna wersja szpitala, dwoje dzieci nie przetrwało spotkania z Herodem, który pracuje w tym szpitalu. (…) Szatan istnieje i nienawidzi człowieka. (…) Są pewne duchy złe, które wypędza się wyłącznie modlitwą i postem.
Przenoszenie tego typu narracji o walce z diabłem i „wypędzaniu złych duchów” pod bramę współczesnego szpitala powiatowego to język, który zamiast prowadzić do jakiejkolwiek rozmowy, buduje głębokie podziały i przypisuje ludziom skrajnie negatywne, wręcz komiksowe role.
Wśród zgromadzonych znalazł się również radny Rady Miejskiej Jasła Krzysztof Czeluśniak, który publicznie zabierał głos podczas manifestacji.
Na miejsce przybyła także znana działaczka ruchu pro-life Kaja Godek, która wygłosiła kilkunastominutowe przemówienie. Nawiązując do dwóch zabiegów przerwania ciąży wykonanych w 2025 roku w Szpitalu Specjalistycznym w Jaśle, określiła placówkę mianem „abortorium” i stwierdziła, że doszło do naruszenia prawa. Zapowiedziała również, że osoby odpowiedzialne za te decyzje zostaną w przyszłości rozliczone.
– Jesteśmy tutaj dzisiaj po to, żeby modlić się o zatrzymanie tego procederu, ale też, żeby powiedzieć decydentom tego szpitala: zapłacicie za to. Może dzisiaj wydaje wam się, że kryje was władza, że kryje was rząd (…). I żebyście się nie zdziwili, kiedy przyjdzie ktoś, kto będzie rozliczał wiele lat wstecz, co robiły placówki ochrony zdrowia – mówiła Kaja Godek.
W dalszej części wystąpienia przekonywała, że działania szpitala „ściągają hańbę na całe województwo podkarpackie”, a uczestnicy pikiety przyszli „upomnieć się o dzieci, które nie mogły powiedzieć nic na swoją obronę”. Wzywała również kierownictwo placówki do „respektowania polskiego prawa” oraz „opamiętania”.


I tutaj pojawia się pytanie, które warto zadać każdemu politykowi i aktywiście próbującemu wpływać na najbardziej prywatne decyzje obywateli: gdzie kończy się prawo do wyrażania własnych poglądów, a zaczyna próba kontrolowania życia innych ludzi?


Bo państwo prawa nie powinno działać według zasady, że głośniejszy krzyk wygrywa z wiedzą medyczną, a religijne przekonanie czy rzucanie oskarżeń o „zbrodnie” zastępuje przepisy. Prawo powinno opierać się na faktach, badaniach i decyzjach instytucji państwa, a nie na moralizatorskich inwektywach kierowanych wobec osób, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej.
Warto też zauważyć, że takie akcje doskonale wpisują się w mechanizm polityki opartej na emocjach. Tematy związane z aborcją, religią i moralnością od lat są wykorzystywane do budowania rozpoznawalności politycznej, mobilizowania zwolenników i zdobywania kapitału politycznego. Najłatwiej bowiem zorganizować tłum wokół strachu i oburzenia. Znacznie trudniej rozmawiać o rzeczywistości: o zdrowiu, medycynie, prawach pacjentów i skomplikowanych ludzkich historiach, których nie da się zamknąć w jednym haśle na transparencie.


Szpital powinien być miejscem leczenia. Nie sceną polityczną. Nie areną ideologicznej walki. I być może właśnie od tej prostej refleksji warto byłoby zacząć.


Ruszaj i Godek won z Jasła. Nie mieszajcie swoich brudów z naszym miastem i województwem.